Zobacz sobie moj kanal na yt youbue.com/mateuszpiotrowski tam masz sporo japoncow.
Myślę, ze po przesluchaniu niektórych stwierdziesz, ze moze niekoniecznie to musi być fender. Oczywiście kilkunastoletnie/kilkuletnie japońskie fendery grają zazwyczaj bardzo dobrze (jak dla mnie lepiej niż amerykanskie deluxy), ale pisząc miałem na myśli japońskie KOPIE fenderów z lat 70-80, które defakto brzmią zazwyczaj lepiej niż nowe USA i MIJ, a kosztują sporo mniej.
Tylko problem jest taki, że te wiosła wymagają nieco serca (kasy), bo po 30 latach stan gitary sie nieco zmienil;d tym bardziej, jak właścicielem był jakiś burak, który nie widzial jak o gitare zadbać. Miałem troche tych gitar i nieraz nawet godzina zejdzie zeby ja porzadnie wyczyscic (szczegolnie palisander nie czyszczony kilkanascie lat z brudnymi zaciekami od paluchuow).
Zazwyczaj trzeba szlifowac progi (wiadomo), zmieniac kat gryfu (bo bardzo czesto fabrycznie jest zly i po prostu nie mozna uzyskac niskiej akcji), elektrownia do konserwacji (poty trzeszcza, gniazdo nie styka, czesto sa pourywane kable itp.) i pare innych rzeczy. Nie ma reguły co jest do zrobienia a co nie, ale przeważnie koszt "odświeżania" u dobrego lutnika wyniesie cie jakieś 300-400zł w dobrym wypadku , a jak chcesz wszystko cacy (mosiezne siodelko, ekranowanie, szlif kieszeni (a nie wsadzenie papierka pod gryf) to wyjdzie pewnie wiecej.
W tych "tanszych" kopiach czesto hardware jest średniej jakości i lepiej go wymienić (małe klucze, ktore ciezko chodza, mostki z cienkiej blaszki, czesto tylko z 2ma siodelkami, slabe pikapy). To już jak wolisz - mozesz kupic np tokaia za 2500 gdzie jest juz porzadny hardware, ktorego nie trzeba wymienic, albo jakas maye za 1900 i wydac 600 na pikapy, most i klucze i zagra rownie dobrze.
Myśle, że taki "podsrasowany" japonczyk zjadłby wiekszosc nowych jazzbassow, czego nieraz bylem swiadkiem.
Teraz chyba juz wiesz wszystko. A może innym "przymierzającym się" do zakupu sie przyda
Myślę, ze po przesluchaniu niektórych stwierdziesz, ze moze niekoniecznie to musi być fender. Oczywiście kilkunastoletnie/kilkuletnie japońskie fendery grają zazwyczaj bardzo dobrze (jak dla mnie lepiej niż amerykanskie deluxy), ale pisząc miałem na myśli japońskie KOPIE fenderów z lat 70-80, które defakto brzmią zazwyczaj lepiej niż nowe USA i MIJ, a kosztują sporo mniej.
Tylko problem jest taki, że te wiosła wymagają nieco serca (kasy), bo po 30 latach stan gitary sie nieco zmienil;d tym bardziej, jak właścicielem był jakiś burak, który nie widzial jak o gitare zadbać. Miałem troche tych gitar i nieraz nawet godzina zejdzie zeby ja porzadnie wyczyscic (szczegolnie palisander nie czyszczony kilkanascie lat z brudnymi zaciekami od paluchuow).
Zazwyczaj trzeba szlifowac progi (wiadomo), zmieniac kat gryfu (bo bardzo czesto fabrycznie jest zly i po prostu nie mozna uzyskac niskiej akcji), elektrownia do konserwacji (poty trzeszcza, gniazdo nie styka, czesto sa pourywane kable itp.) i pare innych rzeczy. Nie ma reguły co jest do zrobienia a co nie, ale przeważnie koszt "odświeżania" u dobrego lutnika wyniesie cie jakieś 300-400zł w dobrym wypadku , a jak chcesz wszystko cacy (mosiezne siodelko, ekranowanie, szlif kieszeni (a nie wsadzenie papierka pod gryf) to wyjdzie pewnie wiecej.
W tych "tanszych" kopiach czesto hardware jest średniej jakości i lepiej go wymienić (małe klucze, ktore ciezko chodza, mostki z cienkiej blaszki, czesto tylko z 2ma siodelkami, slabe pikapy). To już jak wolisz - mozesz kupic np tokaia za 2500 gdzie jest juz porzadny hardware, ktorego nie trzeba wymienic, albo jakas maye za 1900 i wydac 600 na pikapy, most i klucze i zagra rownie dobrze.
Myśle, że taki "podsrasowany" japonczyk zjadłby wiekszosc nowych jazzbassow, czego nieraz bylem swiadkiem.
Teraz chyba juz wiesz wszystko. A może innym "przymierzającym się" do zakupu sie przyda


