Widzę, że dyskusja wrze. Ja nie mam nic do 6,7,8 i 60tek
nawet, ale po prostu posiadanie 6ki dla samego posiadania jest dziwne. Wiadomo mniej biegania po gryfie, więcej dźwięków itd. ale w większości przypadków sekcyjnych (i mówię tu głównie ze swojego punktu widzenia i ze swoich doświadczeń) to w 90% wystarczy 4ka a te 10% to 5ka. Podajecie tu przykłady świetnych basistów, którzy grają na 6kach i ok, ale czy grając tak jak np. Żaczek z Kayah czy z kimkolwiek innym w sekcji nawet jeżeli gra na 6 to użyje tej 6tej struny, pojedzie akordem czy solówką (możliwe, ale chyba raczej nie w takiej sytuacji) ? No nie bo to, że ma 6kę w danej chwili nie znaczy, że użyje całej możliwej skali instrumentu ! I od tego się zaczęła moja dyskusja, a mianowicie na ile tak naprawdę potrzebna jest ta 6ta struna albo nawet więcej wyższych w grze sekcyjnej i na ile to jest "ułatwienie" i "poszerzenie możliwości brzmieniowych" a na ile lans i efekciarstwo
. Niech sobie nikt nie myśli, że moje zapatrywania na basówę są jakieś ograniczone, ortodoksyjne itp. bo nie są
Po prostu ja jeszcze nie dorosłem, a raczej nie umiem napierniczać na tyle, żeby 6ka mi była potrzebna tak jak np. 5ka, która bardzo ułatwia życie (o czym przekonałem się na własnej skórze).
|
Poligamiczny 6-strings B-Hood
|
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

