11-11-2012, 07:21 AM
No ja se grałem na tym TC Electronic w porównaniu z Ampegiem PF350 i Taurusem Qubikiem.
Nie to, że jakiś kurna test robiłem, bo ja za głupi i za leniwy na to jestem, zwłaszcza, że jak wszędzie powtarzam - lubię zabawki plug&play, niewymagające zbytniej ingerencji w gały i suwaki poza voljum.
No i nie to, że to jest złe, wprost przeciwnie - za te piniundze (niewiele ponad tysiak w polskim narodowym katolickim słowiańskim sklepie) to zajefajna zabawka, nic nie waży, no i jeszcze ma tjunera wbudowanego, i te buzery z brzmieniami z netu jak to kogo wkręca. W zestawieniu ze wspomnianymi łbami po krótkim porównaniu wrażenie było takie - ma to jakieś pierdolnięcie, i szłoby się z tym dogadać, ale brzmienie najbardziej plastikowe z tego tercetu niestety. Podpinałem to do 112 Taurusa i 210 marka.
Na moje nieszczęście w sklepie był też Qube 450, no i jednak po podpięciu wydał się najbardziej kulturalnym łbem z tych lekkich zabawek, od razu było ok. Najlepiej zabrzmiał, jeszcze przed zabawą prztyczkami podbijającymi brzmienie, i w pozycji potencjometrów brzmieniowych na godź. 12. Co prawda w sytuacji sklepowej, a to często co innego, niż sytuacja sceniczno-próbowa, ale mimo wszystko w mojej ocenie najpierw taurus, a potem cholera wie, czy portaflex, czy tc. Subiektywnie byłem już nastawiony na zamówienie u Maczosa Ampega PF350, ale jak napisałem - na moje nieszczęście miałem opcję porównania z Taurusem, no i zdecydowałem się na dwa razy droższy polski szit.
A wracając do TC - to tak sobie myślę, że to jest zajebista zabawka. Zwłaszcza relacja ceny do możliwości i wagi jest genialna. Łebek ma pierdolnięcie jak na takie sibiradio, na pewno po chwili kręcenia gałami udałoby się znaleźć sensowne ustawienia, ma toto tuner na pokładzie, więc jest wygoda, a z tego wgrywania efektów też bym nie szydził, bo se można za darmo wdupcyć w miarę potrzeb pogłosa jakiegoś, drajwa, czy innego chorusa i się cieszyć jak wszechpolak na 11 listopada.
Ogólnie pozytywną opinię bym postawił dla TC, przy założeniu, że jednak jest to zabawka dla ciut mniej wymagających, doświadczonych i obsługujących poważne składy i duże sceny basmanów.
Nie to, że jakiś kurna test robiłem, bo ja za głupi i za leniwy na to jestem, zwłaszcza, że jak wszędzie powtarzam - lubię zabawki plug&play, niewymagające zbytniej ingerencji w gały i suwaki poza voljum.
No i nie to, że to jest złe, wprost przeciwnie - za te piniundze (niewiele ponad tysiak w polskim narodowym katolickim słowiańskim sklepie) to zajefajna zabawka, nic nie waży, no i jeszcze ma tjunera wbudowanego, i te buzery z brzmieniami z netu jak to kogo wkręca. W zestawieniu ze wspomnianymi łbami po krótkim porównaniu wrażenie było takie - ma to jakieś pierdolnięcie, i szłoby się z tym dogadać, ale brzmienie najbardziej plastikowe z tego tercetu niestety. Podpinałem to do 112 Taurusa i 210 marka.
Na moje nieszczęście w sklepie był też Qube 450, no i jednak po podpięciu wydał się najbardziej kulturalnym łbem z tych lekkich zabawek, od razu było ok. Najlepiej zabrzmiał, jeszcze przed zabawą prztyczkami podbijającymi brzmienie, i w pozycji potencjometrów brzmieniowych na godź. 12. Co prawda w sytuacji sklepowej, a to często co innego, niż sytuacja sceniczno-próbowa, ale mimo wszystko w mojej ocenie najpierw taurus, a potem cholera wie, czy portaflex, czy tc. Subiektywnie byłem już nastawiony na zamówienie u Maczosa Ampega PF350, ale jak napisałem - na moje nieszczęście miałem opcję porównania z Taurusem, no i zdecydowałem się na dwa razy droższy polski szit.
A wracając do TC - to tak sobie myślę, że to jest zajebista zabawka. Zwłaszcza relacja ceny do możliwości i wagi jest genialna. Łebek ma pierdolnięcie jak na takie sibiradio, na pewno po chwili kręcenia gałami udałoby się znaleźć sensowne ustawienia, ma toto tuner na pokładzie, więc jest wygoda, a z tego wgrywania efektów też bym nie szydził, bo se można za darmo wdupcyć w miarę potrzeb pogłosa jakiegoś, drajwa, czy innego chorusa i się cieszyć jak wszechpolak na 11 listopada.
Ogólnie pozytywną opinię bym postawił dla TC, przy założeniu, że jednak jest to zabawka dla ciut mniej wymagających, doświadczonych i obsługujących poważne składy i duże sceny basmanów.

