Drugie słowo klucz - kontekst.
Fractal to narzędzie, jak każde inne służy do osiągnięcia określonego celu. Celem jest !szybkie! i !tanie! osiągnięcie określonego BRZMIENIA.
Bez spuszczania się nad reakcją piec-łapa, pięknym breakupem przy odpowiednim graniu, bez szukania sweet-spota na piecu.
Potrzebujesz w 5 minut bluesowy crunch? Ustawiasz bluesowy crunch i jedziesz, nawet jeśli pod ręką masz tylko Ibaneza JEM zamiast rasowego Tele, bo akurat jesteś polski biedny Steve Vai i bluesa nie grasz.
Nagrywasz całą bluesową płytę na Fenderze Twin, ale w jednym momencie przyda się highgainowa ściana Mesy?
W 5 minut masz ścianę Mesy, i to nawet bez humbuckerów
Nagrywasz demo, jingla, reklamę, muzykę do serialu itp. itd - masz niesamowite narzędzie do tego.
Tak moim zdaniem powinno się tego typu zabawek używać. Super zły metalowy zespół musi mieć super złe metalowe wzmaki w studiu, nie Fractala. Super oldschoolowy funk band musi mieć super oldschoolowe graty na płytę, a nie Fractala.
Używanie takich zabawek pozwala na ograniczenie kosztów, czasu (czyli kosztów) miejsca (czyli kosztów) i innych (czyli też kosztów).
Moim zdaniem podobnie jest z reampingiem, który uważam za nie do przyjęcia kompromis w studiu
.
No bo JAK ja mam wyciągnąć tą jakże pożądaną artykulację niezbędną do uzyskania odpowiedniej odpowiedzi ze strony lampowego potwora podłączonego do 4x12 albo 810, skoro nagrywam przez DI na słuchawkach??
Może to moje niedostatki, ale ja zawsze gram tak, jak odpowiada mi wzmacniacz. Wzmacniacz (zwłaszcza taki z lampami) to jest instrument. Nie jestem w stanie zagrać bez instrumentu. Dla mnie nagranie śladu w domu po lini na M-audio i puszczenie go w studiu przez B15 to tak jak bym miał malować w powietrzu (nie widząc efektu) a później ktoś by to nałożył na kartkę.
Ale to też tylko narzędzie pozwalające uzyskać określony efekt.
Fractal to narzędzie, jak każde inne służy do osiągnięcia określonego celu. Celem jest !szybkie! i !tanie! osiągnięcie określonego BRZMIENIA.
Bez spuszczania się nad reakcją piec-łapa, pięknym breakupem przy odpowiednim graniu, bez szukania sweet-spota na piecu.
Potrzebujesz w 5 minut bluesowy crunch? Ustawiasz bluesowy crunch i jedziesz, nawet jeśli pod ręką masz tylko Ibaneza JEM zamiast rasowego Tele, bo akurat jesteś polski biedny Steve Vai i bluesa nie grasz.
Nagrywasz całą bluesową płytę na Fenderze Twin, ale w jednym momencie przyda się highgainowa ściana Mesy?
W 5 minut masz ścianę Mesy, i to nawet bez humbuckerów
Nagrywasz demo, jingla, reklamę, muzykę do serialu itp. itd - masz niesamowite narzędzie do tego.
Tak moim zdaniem powinno się tego typu zabawek używać. Super zły metalowy zespół musi mieć super złe metalowe wzmaki w studiu, nie Fractala. Super oldschoolowy funk band musi mieć super oldschoolowe graty na płytę, a nie Fractala.
Używanie takich zabawek pozwala na ograniczenie kosztów, czasu (czyli kosztów) miejsca (czyli kosztów) i innych (czyli też kosztów).
Moim zdaniem podobnie jest z reampingiem, który uważam za nie do przyjęcia kompromis w studiu
No bo JAK ja mam wyciągnąć tą jakże pożądaną artykulację niezbędną do uzyskania odpowiedniej odpowiedzi ze strony lampowego potwora podłączonego do 4x12 albo 810, skoro nagrywam przez DI na słuchawkach??
Może to moje niedostatki, ale ja zawsze gram tak, jak odpowiada mi wzmacniacz. Wzmacniacz (zwłaszcza taki z lampami) to jest instrument. Nie jestem w stanie zagrać bez instrumentu. Dla mnie nagranie śladu w domu po lini na M-audio i puszczenie go w studiu przez B15 to tak jak bym miał malować w powietrzu (nie widząc efektu) a później ktoś by to nałożył na kartkę.
Ale to też tylko narzędzie pozwalające uzyskać określony efekt.


