02-09-2015, 06:02 PM
Ja mam zupełnie inne podejście. Pare ludzi na forum twierdzi, że gram fajne groovy i riffy, a staram się grać w 99% "swoje" rzeczy. Jak dostane jakiegoś precla squiera i 100 kombo taurusa to może wymyśle pare groovów.. ale będzie to strasznie na siłę i nieprzyjemnie.
Mnie inspiruje brzmienie, dobry sprzęt i do tego najlepiej jak jest bardzo głośno. Podłączam się z fajnym basem pod fajny zestaw i naprawdę nie muszę się na tym skupiać. Wszystko samo wychodzi z łapy. Troche jest tak, że na dobrym sprzęcie grając proste motywy brzmią one fajnie. Z drugiej strony jak przełoże te motywy na "słaby" sprzęt to dalej są fajne.
Moją kreatywność wspomagają dobre warunki.
Często jak nagrywam próbki i nie mam weny to biore mojego ulubionego specyficznego precla, podpinam pod ulubiony piec i 10-15 minutach mam pare fajnych groovów, które potem nagrywam na innych basach.
Jara mnie sprzęt. Nie mam w dupie tego na czym gram. Kiedyś zaproszono mnie na próbę wziąłem fajne graty, chłopaki fajnie grali, ale w jakimś jebanym bunkrze gdzie nie było słychać kurwa nic do chuja, samo dudnienie - grało mi się nie fajnie i nie miałem kompletnie radochy. Próbowałem ich namówić na zmiane pomieszczenia, ale sie nie udało więc podziękowałem bo bym się więcej wkurwiał niż miał radochy.
Nazywam to "muzyczną świadomością" - miałem 13-14 lat to grałem po bunkrach na basie za 300zł z ludźmi, któzy grać nie umieli, graliśmy strasznie chujowo i nie było nic słychać. Miałem z tego mega frajde i wspominam super te czasy. Teraz jak gram na jakimś chujowym piecu, albo w dudniącym pomieszczeniu, albo zespół gra fajnie tylko wokalista w chuj fałszuje, albo perkusista gra nierówno bla bla itp. Po prostu się wkurwiam i jakoś blokuje - nie chce mi się grać. Dlatego niestety nie jestem w stanie zgrać się z jakimś zespołem. Mówiąc szczerze- nawet nie mam takiej potrzeby.
Mnie inspiruje brzmienie, dobry sprzęt i do tego najlepiej jak jest bardzo głośno. Podłączam się z fajnym basem pod fajny zestaw i naprawdę nie muszę się na tym skupiać. Wszystko samo wychodzi z łapy. Troche jest tak, że na dobrym sprzęcie grając proste motywy brzmią one fajnie. Z drugiej strony jak przełoże te motywy na "słaby" sprzęt to dalej są fajne.
Moją kreatywność wspomagają dobre warunki.
Często jak nagrywam próbki i nie mam weny to biore mojego ulubionego specyficznego precla, podpinam pod ulubiony piec i 10-15 minutach mam pare fajnych groovów, które potem nagrywam na innych basach.
Jara mnie sprzęt. Nie mam w dupie tego na czym gram. Kiedyś zaproszono mnie na próbę wziąłem fajne graty, chłopaki fajnie grali, ale w jakimś jebanym bunkrze gdzie nie było słychać kurwa nic do chuja, samo dudnienie - grało mi się nie fajnie i nie miałem kompletnie radochy. Próbowałem ich namówić na zmiane pomieszczenia, ale sie nie udało więc podziękowałem bo bym się więcej wkurwiał niż miał radochy.
Nazywam to "muzyczną świadomością" - miałem 13-14 lat to grałem po bunkrach na basie za 300zł z ludźmi, któzy grać nie umieli, graliśmy strasznie chujowo i nie było nic słychać. Miałem z tego mega frajde i wspominam super te czasy. Teraz jak gram na jakimś chujowym piecu, albo w dudniącym pomieszczeniu, albo zespół gra fajnie tylko wokalista w chuj fałszuje, albo perkusista gra nierówno bla bla itp. Po prostu się wkurwiam i jakoś blokuje - nie chce mi się grać. Dlatego niestety nie jestem w stanie zgrać się z jakimś zespołem. Mówiąc szczerze- nawet nie mam takiej potrzeby.


